Prawo do czucia. Dlaczego bycie sobą naprawdę uzdrawia.
- Paulina E Baczyk

- 24 mar
- 4 minut(y) czytania
Jest w nas wszystkich ogromna potrzeba bycia sobą. Nie tą wersją „do zaakceptowania”, „do lubienia”, „do ogarnięcia”, ale tą prawdziwą. Czującą. Żywą. Czasem radosną, czasem zmęczoną, czasem pełną miłości, a czasem smutku, złości czy bólu.
I chcę powiedzieć to bardzo wyraźnie: mamy prawo czuć wszystko.
Radość i wdzięczność. Miłość i ekscytację. Ale też smutek, lęk, żal, frustrację czy bezsilność. To nie są emocje „gorsze”. To są emocje informacyjne. One przychodzą po coś.
Pozytywne myślenie to nie omijanie emocji
Żyjemy w czasach afirmacji, manifestacji i „wysokich wibracji”. I ja naprawdę widzę w tym ogromną wartość. Pozytywne myślenie, praca z intencją, wizualizacja to wszystko potrafi pięknie wspierać nasz rozwój.
Ale jest jedna pułapka, o której mówi się zbyt rzadko.
Nie ma nic bardziej niszczącego niż tłumienie trudnych emocji w imię bycia „pozytywną”.
Zamiatanie pod dywan bólu, smutku czy złości nie sprawia, że one znikają. One po prostu schodzą głębiej do ciała, do układu nerwowego, do naszej energetyki. A potem wracają. Często silniejsze. Często w postaci napięć, chorób, chronicznego zmęczenia albo powtarzających się sytuacji.
Emocje są sygnałem
Każda emocja niesie informację.
Czasem mówi: „coś jest nie w równowadze”.
Czasem: „twoje granice są przekraczane”.
Czasem: „to nie jest zgodne z tobą”.
Jeśli ją zignorujemy wróci. Jeśli ją zagłuszymy znajdzie inną drogę, by zostać zauważoną.
Dlatego zamiast pytać: jak najszybciej przestać to czuć?, warto zapytać: co ta emocja próbuje mi pokazać?
Pozwolenie zamiast utknięcia
I bardzo ważne: pozwolenie na czucie nie oznacza utknięcia w tym stanie.
Nie chodzi o to, żeby tygodniami rozpamiętywać ból, karmić się smutkiem czy budować tożsamość wokół bycia w dołku. Chodzi o coś zupełnie innego.
Chodzi o danie sobie dokładnie tyle czasu, ile naprawdę potrzeba.
Dla jednej osoby to będzie godzina ciszy. Dla innej dzień pod kocem. Dla kogoś jeszcze tydzień obniżonej energii, wycofania, regeneracji.
I to wszystko może być w porządku, jeśli jest świadome.
Możesz usiąść na kanapie i obejrzeć serial. Możesz położyć się w łóżku. Możesz pomedytować, posiedzieć w ciszy, popłakać, oddychać. Możesz po prostu pobyć z tym, co jest.
To właśnie poprzez uważność, obecność i pozwolenie zachodzi proces uzdrawiania i regeneracji.
Mówienie, pisanie, bycie, każda droga jest dobra
Nie każdy potrzebuje mówić o swoich emocjach innym. I to też jest w porządku.
Są osoby, które czują ulgę, gdy mogą się wygadać. Zrzucić ciężar. Nazwać to, co siedzi w środku: złość, niezgodę, żal, rozczarowanie. Nie po to, żeby narzekać, ale po to, żeby przestać to nosić.
Są też osoby, które wolą pisać. Do zeszytu. Do siebie. Albo powiedzieć to na głos… przed lustrem.
Są takie, które nie potrzebują słów, wystarczy im oddech, cisza, bycie.
Nie ma jednej właściwej drogi.
Ważne jest tylko to, żebyś zrozumiała, czego ty potrzebujesz i żebyś sobie to dała.
O wsparciu i empatii
Warto też pamiętać, że nie wszyscy ludzie są gotowi lub zdolni, by słuchać naszych trudnych historii.
Jedni nie chcą wchodzić w tę energię, bo sami mają jej w sobie bardzo dużo. Często są to osoby empatyczne, wrażliwe, przeciążone.
I to też jest okej.
Jednocześnie czasem wystarczy chwila uwagi, jedno „jestem”, jedno „nie jesteś sama”, żeby drugi człowiek poczuł ulgę. Nie zawsze trzeba rozwiązywać problemy. Czasem wystarczy obecność.
Kiedy warto sięgnąć po pomoc
Chcę to powiedzieć bardzo jasno i odpowiedzialnie.
Jeśli trudny stan trwa zbyt długo. Jeśli czujesz, że sama nie potrafisz z niego wyjść. Jeśli codzienne funkcjonowanie staje się coraz trudniejsze.
Wtedy warto wyciągnąć rękę po pomoc specjalisty.
To nie jest porażka. To nie jest słabość. To jest dojrzałość i troska o siebie.
Jest mnóstwo terapeutów, specjalistów, osób, które potrafią „potrzymać za rękę”, pomóc zobaczyć drogę, przejść przez proces bezpiecznie.
Ja również pracuję z ludźmi w ten sposób poprzez sesje reiki, pracę z energetyką i układem nerwowym, ale dróg jest naprawdę wiele. Najważniejsze, żebyś znalazła swoją.
Pierwszy krok zawsze jest ten sam
Zatrzymaj się. Posłuchaj siebie. Zajrzyj do środka.
Zapytaj:
– co ja teraz czuję?
– skąd to się wzięło?
– czego naprawdę potrzebuję?
– co sprawi, że poczuję się choć odrobinę lepiej?
Zanim jednak nazwiesz to, co czujesz, bardzo często pierwsze mówi ciało.
Napięte ramiona, ścisk w brzuchu, ciężar w klatce piersiowej, trudność z oddechem, bezsenność albo nagły brak energii to często pierwsze sygnały, że wewnątrz dzieje się coś, co potrzebuje naszej uwagi.
Nasze ciało nie działa przeciwko nam. Ono bardzo często próbuje powiedzieć to, czego jeszcze nie umiemy nazwać.
Warto też pamiętać, że rozwój wewnętrzny i duchowy nie oznacza życia bez trudnych emocji.
Dojrzałość nie polega na tym, że nic już nas nie porusza. Polega na tym, że coraz lepiej rozumiemy, co się w nas porusza i nie uciekamy od tego.
Nawet najbardziej świadoma osoba nadal czuje, nadal przechodzi przez swoje procesy.
Różnica polega na tym, że z czasem uczy się przechodzić przez nie z większą łagodnością.
Nie każda gorsza chwila wymaga natychmiastowego naprawiania. Czasem potrzebuje tylko obecności.
Bycie sobą to nie tylko pokazywanie swojej siły. To również zgoda na momenty, w których jesteś cicha, zmęczona, zagubiona albo potrzebujesz więcej troski niż zwykle.
Bo prawdziwe uzdrawianie zaczyna się wtedy, gdy przestajesz udawać przed sobą, że wszystko jest dobrze.
Nie zawsze musi być dobrze. Nie zawsze musisz być silna. Nie zawsze musisz wiedzieć.
Ale zawsze możesz być prawdziwa.
I od tego wszystko się zaczyna.
Komentarze